Co się stało?
Przez lata Polacy pracujący dla amerykańskich gigantów – Microsoftu, Procter & Gamble i innych – otrzymywali w ramach bonusów akcje lub obligacje. Były one przechowywane i zarządzane przez brokerów w Stanach Zjednoczonych. Dopóki pracownik żyje, wszystko działa prosto: co roku wpływa dywidenda.
Problemy zaczynają się po śmierci właściciela. Akcje przechodzą na rodzinę lub osoby wskazane w testamencie i wtedy pojawia się mur. Pracodawca nie pomaga, amerykańskie biura maklerskie nie prowadzą cudzoziemców za rękę, a cała procedura odzyskania środków jest dla polskich spadkobierców właściwie nie do przejścia bez profesjonalnego wsparcia.
Gdy do tego dochodzi częściowy paraliż pracy administracji federalnej, postępowania trwają nie miesiące, lecz lata – zazwyczaj dwa do czterech. Wielu spadkobierców rezygnuje, nie wiedząc, jak w ogóle zacząć odzyskiwanie pieniędzy, które prawnie do nich należą.
Co należy robić?
Jeśli pojawia się informacja o amerykańskich akcjach po zmarłym bliskim, warto działać w określonej kolejności:
- Kontakt z polskim urzędem skarbowym. Bez załatwienia formalności podatkowych nie da się ruszyć dalej.
- Uregulowanie kwestii spadkowych po stronie amerykańskiej. Brokerzy wymagają odrębnych kont dla każdego beneficjenta, nawet jeśli mieszkają w Polsce.
- Współpraca z profesjonalistami. Procedura jest długa, zawiła i obwarowana formalnościami. Nasza kancelaria prowadziła już kilkadziesiąt takich spraw i potrafi przeprowadzić rodzinę przez cały proces do końca.
Choć postępowania trwają lata, odpowiednio poprowadzone kończą się odzyskaniem środków. Bez wiedzy, doświadczenia i koordynacji po obu stronach oceanu – prawie nigdy.
Jeśli Twoja rodzina odziedziczyła akcje w USA i nie wiesz, jak je odzyskać – skontaktuj się z naszą kancelarią. Profesjonalne wsparcie znacząco skraca drogę do finalizacji sprawy.